czwartek, 12 stycznia 2012

[Recenzja] „Klinika śmierci” Harlan Coben



          Ostatnie święta, poza „wspaniałymi wspomnieniami” i przyjemnym spotkaniu z rodziną, pozostawiły mnie z fantastycznym prezentem – książką. Od cioci dostałem thriller pod tytułem Klinika Śmierci Harlana Cobena. Na pierwszy rzut oka nie byłem specjalnie zachęcony do czytania. Okładka przywodzi na myśl serie thrillerów pisanych ciągiem. Bez polotu i specjalnego artyzmu. Pod tytułem znajduje się odblaskowy napis napisany złotą czcionką który głosi „Pierwszy thriller medyczny w dorobku Cobena”. Dla mnie, człowieka który pierwszy raz sięga po książkę tego autora nie jest to żadna rekomendacja. No ale skończywszy czytać Wiedźmina, wziąłem się i za to.




Powieść rozpoczyna się bardzo gwałtownie. Od pierwszej strony otrzymujemy dynamiczną akcje która jednak nie uwzględnia wielu postaci, a zamyka się w obrębie głowy jednego, panicznie bojącego się o swoje życie lekarza. Rozdział kończy się dosyć tragicznie, w brutalny sposób kończąc życie ów doktora. W późniejszych rozdziałach, tempo akcji nieco spowalnia aby na końcu przyprawić nas o ból oczu gdy chcemy jak najszybciej dowiedzieć się: kto? A właśnie. Jeżeli nie jesteś pewny, czy nie znudzisz się do połowy, nie odpuścisz myśląc „A zaraza, skończę kiedyś!” to jednego mogę cię zapewnić: nie. Po rozpoczęciu z „wielką pompą” fabuła nas wciąga, trzyma i nie puszcza aż do przysłowiowych napisów końcowych.


Autor podjął się problemu medycznego bardzo na topie i pokazuje go z trochę innej perspektywy. Otóż pewnie nie wiele z nas miało okazje zetknąć się bezpośrednio z wirusem HIV i wywołującej przez niego choroby AIDS. Książka traktuje o lekarzach, próbujących stworzyć lek na tę właśnie chorobę. Główny dowodzący projektem jest Harvey Riker, rozwodnik i samotnik, który obsesję na punkcie wynalezienia lekarstwa przedłożył nad życie prywatne. To pragnienie narodziło się w momencie śmierci jego brata na tą właśnie chorobę. Nie zostaje wyjawione, w jakich okolicznościach brat Harveya zaraził się wirusem HIV. Otwiera własną klinikę, i walczy o każde pieniądze aby osiągnąć swój cel. Głównym bohaterem, a raczej bohaterami, jest małżeństwo dziennikarki Sary Lowell i Miachaela Silvermana – żydowskiego koszykarza z trudną historią życiową. Poznali się podczas próby wywiadu z gwiazdą NBA. Sara miała jednak przewagę nad Michaelem, trzymając w ręku informacje na temat jego dzieciństwa. Koszykarz z początku odmawia wywiadu lecz później przekonuje się, że Sara może być kimś więcej dla niego, niż tylko kolejną „zdzirą z telewizji”. Okazuje się że pasują do siebie idealnie, nic nie stało im więc na przeszkodzie, aby się pobrać. Szczęśliwie. Pożycie udaje im się idealnie, zasługując na miano wzorca dla innych par.


Jak to piękne małżeństwo może zostać powiązane z Harveyem, jego kliniką i AIDS? Nie warto spekulować – należy udać się do najbliższej księgarni czy zakupić w formie e-booka „Klinikę śmierci”. Nawet Twoje najbardziej wybujałe wyobrażenia jak powiązać szczęśliwe małżeństwo spodziewające się dziecka z tą groźną chorobą nie dosięgają do pięt zakończeniu powieści. Książka  wodzi nas za po różnych ślepych uliczkach wprowadzających nas tylko w dezorientacje. W końcu jednak dowiadujemy się i dostajemy odpowiedź na frapujące nas pytanie od prawie samego początku: kto, do cholery, za tym wszystkim stoi?! Dowiadujemy się i przysłowiowo „szczęka opada”. Książka godna polecenia i dostaje ode mnie naprawdę wysoką notę.



Jako że to mój pierwszy tekst, bardzo proszę o komentarze.
Z góry wielkie dzięki!

3 komentarze:

  1. Pozwól, że poznęcam się inną drogą komunikacyjną, bo nie chcę wstydu na całe osiedle robić. Tekst jak tekst - czytałem i gorsze.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak na pierwszy tekst to spoko : )
    Jednakże popracowałabym na Twoim miejscu nad interpunkcją. Gdzieniegdzie brakuje trochę przecinków.
    Do tego, zdania czasami zaczynają się jakby kompletnie nie od parady. W ogóle nie mając związku z poprzednimi i wprowadzając lekkie zakłopotanie : )
    Musisz zwrócić uwagę na to jak inne osoby będą czytały Twój tekst i czy będą go rozumiały. Ty, przeczytawszy już tą książkę, dokładnie wiesz o co chodzi. Natomiast ja - czasami się gubiłam w faktach recenzji ; )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wielkie dzięki :) Pierwsza krytyka. Masz rację, nad interpunkcją muszę popracować - do następnej recenzji lepiej się przygotuję i staranniej ją napiszę.

      Usuń